blog społeczności harinam.pl

Słowa ulotne, już wypowiedziane

jak zwykle przeze mnie olewane

W ciszy się odkrywam

zostawiam to dla siebie

Wiesz, nic ciekawego

Odchylenie niestandardowe

Chyba już czas by lepiej je wykorzystać

niemożliwości już poznane

możliwości wciąż niedostrzeżone

Mam bilet na podróż odkrywczą

kosmiczną też

Promocyjny przejazd między uszami

wlot do serca

I rewolucja

autor: 2lsi
kwiecień 5th, 2010 at 11:24 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Nie jestem ślepa,
a mimo to Cię nie widzę.
Nie jestem głucha,
jednak nie słyszę, co do mnie mówisz.
Nie mam serca z kamienia,
lecz nie potrafię Cię pokochać.
Są chwile, gdy wszystko staje się jasne,
wszystko jest na swoim miejscu,
dzięki Tobie,
dla Ciebie.
Ale ciągle są to chwile.
Zaczynam chcieć wieczności,
dzięki Tobie,
dla Ciebie.

autor: 2lsi
marzec 21st, 2010 at 1:47 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink


jak Ty tak możesz
widzieć
słyszeć
czuć
i dalej ze mną rozmawiać?
moje zło dla Ciebie
Twoje dobro dla mnie,
dobro dla mnie,
dobro dla mnie.
muszę przyznać, że jesteś wytrwały.

autor: 2lsi
marzec 21st, 2010 at 12:19 przed południem | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Koń moich namiętności spłonął
W sercu ofiary ogniowej.
Straciwszy głowę w jednej chwili,
W następnej skrzydła odzyskał
I ptakiem się stał.

Koń mojej wierności,
Czarną otchłań ziemi
Na biały obłok zamienił,
Ciągnąc pług złoty - rozdziewiczył matkę ziemię
Dziecko cnoty płodząc w jej bruzdzie.

Biały koń ze złotą uzdą Świętego Imienia,
Unosi rydwan czasu na trzech kołach myśli
Szybując ponad wierzchołkami gór,
Wciąż kłania się nisko ich stopom
Zanurzonym w oceanie narodzin i śmierci.

autor: yogavati devi dasi
marzec 19th, 2010 at 7:49 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Swięte Imię sięga nieba,
Jego stopy to smak chleba.
Dwa ramiona niczym tęcza,
To jest klucz do Twego wnętrza.

Złote usta - święta brama,
Zaprowadzą Cię do Pana.
Po schodeczkach, prosto w górę
Pan odkryje Twą naturę.

Na wieżyczce kwiat lotosu,
Dopuść proszę go do głosu.
Stopy jego to smak chleba,
Cnota kwiatu sięga nieba.

Po schodeczkach, prosto w górę,
Pan odsłoni Twą naturę.
Złote usta święta brama,
Zaprowadzą Cię do Pana.

autor: yogavati devi dasi
marzec 19th, 2010 at 7:46 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

 

 

Boże

daj mi możność przetrwania

w tym świecie pokus

przemijające szczęście

w rezultacie jest frustrujące

ale nie na tyle, by zwrócić się ku Tobie

nie na chwilę

na stałe

wieczne oddanie, podporządkowanie

to jest wyzwanie

którego boję się podjąć

nie robię wszystkiego źle

nie na tyle, by dostać wystarczająco po głowie

i wrócić

więc stoję

nie czuję się świetnie

impulsy, które mi dostarczasz

działają przez jakiś czas

przecież wiesz

czekasz cierpliwie, aż przyjdę

obyś nie czekał na próżno

autor: 2lsi
luty 28th, 2010 at 1:00 po południu | Comments & Trackbacks (1) | Permalink

W sercu lasu mieszkał wąż,
Co dokuczał wszystkim wciąż.
Więc zebrała się narada,
Jak poskromić tego „gada”.

Wronich szeptów słychać chór,
Od pomysłów pęka bór.
Wymyślili plan te jivy,
Że wyzwoli las myśliwy.

Lecz wąż planu popsuł szyk.
Połknął myśliwego w mig.
Pan myśliwy niczym wąż,
W sercu lasu pełza wciąż.

Taka bowiem jest pociecha,
Miast rozumu siana strzecha.
Tak upływał życia czas
Każdy bał się wejść w ten las.

Umilkł świergot ptaków w lesie,
Echo pusty koszyk niesie.
Zima przyszła, ciemno wszędzie.
Pochowały się łabędzie.

Pochowały się niedzwiedzie,
Każdy myśli o swej biedzie.
Pochowały się przepiórki,
Nie zobaczysz już wiewiórki.

Dnia pewnego złoty ptak,
Na wierzchołku drzewa siadł.
Skąd przyleciał - wiedział Wiatr,
Swą historią serca skradł.

Gdy zanucił pieśń radosną,
Zaczarował węża wiosną
Wąż do góry niczym pnącze,
Wzniósł bez skrzydeł ciało lśniące.

I gdy słuchał pieśni Pana,
W jego sercu zaszła zmiana.
A jak słuchał, słuchał długo,
Jego łzy płynęły strugą.

A jak słuchał przez dzień cały,
Czarny kolor stał się biały.
Słuchał długo, słuchał szczerze,
Aż utwierdził się w tej wierze.

Ogień zniszczył twardą skórę,
Wąż ukazał swą naturę.
W złotej szacie przyszła zmiana,
Niczym młoda, leśna dama.

Złoty łuk dzierżyła w dłoni,
Nikt jej strzały nie dogoni.
Wystrzeliła promień losu,
Wszystkim użyczając głosu.

A za głosem przybiegł taniec,
Niczym na sznurku różaniec.
Do modlitwy złożył dłonie,
I zaprzągł w cztery konie.

Leśne życie tańczy w cnocie,
Wąż nie pełza w czarnym błocie.
Trawa kuśa błyszczy w słońcu,
A myśliwy na jej końcu.

Wyśpiewuje już o świcie,
Z pieśnią Pana nowe życie.
A wtóruje mu zwierzyniec,
Wszyscy wyszli na dziedziniec.

Zwierząt leśnych cały chór,
Wyczarował złoty bór.
W sercu lasu nie ma węża,
Jeśli Pana masz za męża.

autor: yogavati devi dasi
luty 13th, 2010 at 3:31 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Mała figlarna Małpka i jej towarzysz pluszowy Miś – gościły w domu mego serca nie od dziś. Pamiętam jak babcia Józia, choć miała wiele lat, póznym wieczorem siadała przy piecu i misiowym głosem opowiadała tak - moja starsza siostra miała dużego, pluszowego misia i misiem bawił się mój najmłodszy brat - jaki dziwny jest ten świat.
Taka była misiowa historia całego pokolenia wstecz, nawet kiedy mój dziadek szedł na wojnę, to przysięgę złożył na miecz, że jak wróci z wojny cały, to ofiaruje każdemu synowi małpke i misia - i tak jest z tymi prezentami od dziadków do dzisiaj.
To jest pierwsza misiowa historia mojej rodziny, a książeczkę z misiem dostałam na drugie urodziny. Tą niewielką książeczkę w twardej okładce z Misiem Puchatkiem (w środku tyle miodku) przeczytałam z moim dziadkiem. Właściwie to on czytał, a głos w moim sercu o nic nie pytał. Nie zadawał żadnego pytania i wpuścił do serca tego drania - misia.
Drugą bajeczkę usłyszałam prosto do ucha - od mojego stryja, była straszna z tego kołomyja, bo to była historia o Małpie w kąpieli - na sama myśl o jej figlach serce mi się weseli.
By nie utracić wątku, wrócę do początku. Figlarną małpkę i włochatego misia ukochały moje dzieci - widać takie piętno wisi nad każdą rodziną od stuleci.
Na kolanach mojej niani z małpką i misiem piłam słodki miód - i to był dzieciństwa cud. Na harcach i bezmyślnych psotach mijały nam chwile – aż słońce schowało się za horyzont chyba na trzy mile. Gdy dorosłam, tak przemówił do mnie czas - niech te zabawki pójdą sobie w ciemny las bo skończył się zabawy czas. I podziałało to zaklęcie - dom serca stał się jak sklep po wielkim remanencie. Gdy upłynęło wiele lat, zamknął swe bramy zabawy świat - lecz w miejscu tym zapłonął prawdziwej miłości kwiat.
Dzisiaj Hanuman to mój Miś, a Dżambawan to jego Krzyś. Dwaj przyjaciele z dziecięcych lat - ożywił ich miłości kwiat. Dwaj przyjaciele rozumek odzyskali, gdy most do Lanki zbudowali Służby do Pana naucz swego Misia - zacznij od dzisiaj, zacznij od dzisiaj. Niech figlarz w Tobie stanie się posłańcem - Pan go obdarzy miodu garncem. Ofiaruj Panu swego Misia – zrób to już dzisiaj, zrób to dzisiaj…

autor: yogavati devi dasi
luty 4th, 2010 at 6:09 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Kryształowe sople wystrzelone z łuku nieba.
Podążają w kierunku ziemi, taka widać ich potrzeba.
Jak strzały wypuszczone z łuku Ardżuny,
Kryształowa światłość porusza serca struny.

Zatrzymane w locie przez mróz wielki,
Medytacją są na ziemskie rozterki.
Przywołując niezwykłe sceny z pola bitwy ,
Mrożą żądzę walki - rozpalając ogień modlitwy.

Kryształowy Panie – gdzie jest teraz Twoje przebywanie?
Czemu takie zimne jest nasze spotkanie?
Wyślij proszę jedną strzałę słońca ku ziemi ,
W twym kołczanie nieskończona ilość promieni.

Daj nam dzisiaj chociaż jeden promień słońca,
Przyślij z nim Ardzunę - to światła obrońca.
Niech łucznictwa naucza ten dzielny wojownik,
Promień służby oddania, oręża przewodnik.

Niech zapłodni jego strzała całą ziemię,
Niech ratuje przed powodzią ludzkie plemię.
Zrób z każdego sopla strzałę światła,
Bo dla Ciebie Panie to rzecz łatwa.

W kryształowych soplach obudź wiosnę,
Ziemskie związki uczyń Panie radosne.
Niech matka ziemia w objęciach mrozu nie pozostaje
Pozwól jej śpiewać pieśń tęsknoty za zielonym gajem.

Otul jej ramiona łukiem słońca,
Wyślij Panie szybko światła gońca.
Niech do ziemi dotrze z tą nowiną,
I ogłosi wszystkim co jest mrozu przyczyną.

Kryształowy Panie, Kryształowy Panie, - usłysz matki ziemi błaganie.

autor: yogavati devi dasi
styczeń 16th, 2010 at 5:48 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Z przędzy złotej to był szal,
Słodką miękkość w sobie miał.
Gdy otulał struny głosu,
Zmieniał je w kwiaty lotosu..

Wokół szyi tańczył żwawo,
Trochę prosto, potem w prawo.
Koniec z końcem pragnął związać,
Kto by za nim mógł podążać?

Frędzlem grubym zakończony,
Jak młodzieniec szukał żony.
Ona zaś na drugim końcu,
Szczebiotała jak ptak w słońcu.

Kiedy był już bardzo blisko,
Chciał rozniecić w niej ognisko.
Ona oddech wstrzymywała,
I głos ognia uciszała.

Gdy się chował gdzieś na boku,
Ona przyśpieszała kroku.
Przebierając się za gońca,
Wciąż szukała szala końca.

Gdy go nagle pochwyciła,
Świętym węzłem uwieczniła.
Bo związała jego końce,
Tworząc z szala złote słońce.

Złotej przędzy to był szal,
Słodką miękkość w sobie miał.
Kiedy szukał Pani losu,
To świątynią był jej głosu.

autor: yogavati devi dasi
styczeń 10th, 2010 at 7:04 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink