…w tym świecie jest tylko cierpienie…. i momenty kiedy jego nie ma, każdy cierpi, każdy szuka Jego… i pijaczka i menel, stalowy dżentelmen, książę, przedszkolak….każdy próbuje dźwigać ciężkie maski sztucznych uśmiechów, pozorów, min skrywających frustrację, zagubienie, lęk……, skrywających te poszarpane, głodne realności, ciepła i pewności dzieci.
…no bo jak inaczej wygląda dziecko, które miliony lat tuła się się poprzez różne ciała w lodowatym wszechświecie….? Wygląda tak, jak to na zdjęciu, tyle że ukryte, pod maską….
Każdy skrywa w sobie to dziecko: ksiądz, burmistrz, grajek na ulicy, pielęgniarka, konduktor ….im dalej od Źródła, tym bardziej opłakany jest ten stan….im bliżej dobroci, tym większa opieka…
Tylko osoba połączona z duchowym Domem, z Ojcem jest u “siebie” nakarmiona, wykąpana, bezpieczna, zdolna do prawdziwego dawania….
to może zacząć się już tu w tej lodowatej przestrzeni
(Bardzo!) tęsknię za związkiem
intymną więzią,
duchową strawą,
cierpię!
ranię!
Ale, widzę też,
że mogę prawdziwie cierpieć,
prawdziwie być,
i całym sobą odbierać los,
który daje Kryszna.
Nie chcę uciekać,
oszukiwać się,
udawać,
chcę przeżyć ból (jeśli tak trzeba)
…ale z Kryszną,
przy Nim
i dla Niego

Regularne czytanie Śrimad Bhagavatam i służba dla czystego Waisznawy(ów), powoduje usunięcie wszelkich zmartwień i niepokojów z bolącego, zmęczonego serca. Czynność te sprawiają również, że pojawienie się miłości do Kryszny w takim bolącym, wysuszonym sercu staje się NIEODWOłALNYM FAKTEM :)
Każdego dnia powinniśmy spijać ten nektar, który pozostawił nam Śrila Prabhupad, dzięki temu każdego dnia będziemy otwierać okna świata duchowego… powinniśmy zamienić się w tak zwane “poduszkowce”…to takie starsze panie, które na małych (lub większych), precyzyjnie osadzonych w ramach okiennych poduszkach, z wielką wytrwałością obserwują swoje podwórka.
My również tak powinniśmy. Powinniśmy znaleźć przyjemność w otwieraniu okien książek Śrila Prabhupada i przyglądać się co nowego się wydarzyło w tej niezwykłej rzeczywistości.
Co nowego zrobił Pan Nityananda…?
Kogo pobłogosławił Pan Caitania…. ?
Jak ubrał się dziś Kryszna…?
Kto dzisiaj najbardziej zadowolił Pana…?
Dzięki takiej uwadze i koncentracji można znaleźć dystans do tego, co kłopotliwe w pokojach naszych umysłów i serc. Świeże, duchowe powietrze sprawi, że nie tylko my, ale i pozostali mieszkańcy wspólnych przestrzeni poczują ulgę w cierpieniach.
Jak wyrazić wdzięczność słowem?
Dusza rwie się do lotu
do wolności
do subtelnego dźwięku
do Kryszny, ciepła, delikatności
do spokoju i radości.
Tak wiele stało się martwe,
obojętny umysł szuka schronienia
w tym co trwałe.
Odeszła kolejna znana mi osoba. Zostawiła dziecko i męża, rodzinę, pracę, sprawy…zgnieciona w samochodzie w wypadku. Pracowała w banku, udzielała kredytów, uśmiechnęła się życzliwie, parę razy pomogła, przyjęła prasadam…
Esms z 27 października 2005r
słowa bliskiej osoby, do tej pory je mam, dziękuję.
„…jesień to także czas przemijania,
czas zatapiania się w ciszę i spokój…
to czas, gdzie głos Ducha przenika do ciał…
Czasami mam wrażenie, że czas jesieni
sprawia, że odrywamy się od rzeczywistości…
Wraz ze spadającymi liśćmi
Uwalnia się Duch Boży….
Niesamowite ….:)”
i tak by bylo…
Na jednym z naszych spotkań w Legnicy, po wspólnym bhajanowaniu, filozofowaniu i po smacznym prasadam postanowiliśmy poćwiczyć dłonie i wyobraźnię. Poniżej kilka fotek z zajęć z gliną szamotową…
Kolekcję zdjęć otwiera dyrektor placówki - pani Gaja

tradycja nakazuje, pani dyrektor testuje nos Ani… ona wie po co

i wszyscy śpiewają mahamantrę, Gaja dyrygent

… i ja tak cały dzień tak mogę i nie spada

owoc 2 - “Bałwanek z pierwszą ręką”, autor: bh. Tomek, współtwórczyni: siostra pani dyrektor - Kalinka

owoc 3 - “Kubeczek”, autor: bh. Marek… Marek, ale żeś poszedł!..tu nikt nie pomagał

owoc 4 - “Kobieta”, autor: Lalita

owoc 5 - “Kobieta nr 2″, autor: Candrika

a wszystko to działo się w słońcu maha-mantry

Bhima, dzielny kolaż dopingował

dziękuję za zwiedzenie naszej galerii - w imieniu pani dyrektor - Rameśvar dasa
październik 18th, 2007 at 6:18 przed południem | Comments & Trackbacks (0) | Permalink
Przez lata moje serce było smutne
mój umysł był w uśpieniu…
Cierpiałam, lecz nie znałam powodu,
wtedy zjawiłeś się Ty Panie.
Uwolniłeś świadomość,
rozradowałeś duszę,
Cóż mogę robić,
by służyć Tobie cała sobą?
Cokolwiek robię czuję niedosyt…
Wiem, że zasługujesz na więcej,
chciałabym być jak Radharani
idealną służką, zapatrzoną w Ciebie Kryszno

“Nie daj mi się zwieść. Nie daj się zwieść masce, którą noszę. Bo noszę maskę. Noszę tysiące masek - masek, które boję się zdjąć - a żadna z nich nie jest mną. Udawanie jest moją drugą naturą, lecz nie daj się zwieść.
Stwarzam wrażenie, że czuję się bezpiecznie, że jestem spokojny i pogodny, wewnątrz i na zewnątrz; że pewność siebie to moje drugie imię; że wody są spokojne, a ja nad wszystkim panuję i nie potrzeba mi nikogo. Jednak nie wierz w to, proszę.
Na zewnątrz wydaję się spokojny, lecz moja twarz to maska - stale zmieniająca się i skrywająca mnie maska. Pod nią nie ma samozadowolenia i opanowania. Pod nią mieszkam prawdziwy ja - zmieszany, przestraszony, samotny. Jednak skrywam to, nie chcę, by ktokolwiek o tym wiedział. Drżę na myśl, że moja słabość mogłaby się ujawnić. Dlatego pospiesznie tworzę maski, za którymi mogę się ukryć; nonszalancką, wyszukaną fasadę, która mi pomaga udawać i chroni mnie przed spojrzeniem, które wie. Tymczasem to spojrzenie jest moim zbawieniem, jedynym zbawieniem. Wiem o tym. Tylko ono może mnie uwolnić od siebie samego, z tych własnoręcznie wzniesionych murów więzienia, zza barier, które tak starannie stawiałem. Lecz nie mówię ci tego. Nie śmiem. Boję się.
Boję się, że w ślad za twoim spojrzeniem nie pojawi się miłość i akceptacja. Boję się, że będziesz gorzej o mnie myślał, że będziesz się śmiał, a twój śmiech mnie zabije. Boję się, że tam w głębi jestem nikim, że jestem zły, a ty to dostrzeżesz i mnie odrzucisz. Zatem kontynuuję swoją grę pozorów - z fasadą pewności siebie na zewnątrz i drżącym dzieckiem wewnątrz. Tak zaczyna się parada masek - błyszczących, lecz pustych - a moje życie staje się polem bitwy.
Leniwie gawędzę z tobą uprzejmym tonem towarzyskiej rozmowy. Wszystko, co mówię, w istocie nic nie znaczy, nie ma związku z tym, co krzyczy wewnątrz mnie. Zatem nie daj się zwieść temu, co mówię. Proszę, wsłuchaj się uważnie i spróbuj usłyszeć to, czego NIE mówię…co chciałbym umieć powiedzieć…co muszę powiedzieć, żeby przetrwać…lecz nie potrafię. Nie lubię się ukrywać. Naprawdę. Nie lubię fałszywych gierek, które prowadzę. Naprawdę chciałbym być szczery.
Naprawdę chciałbym być szczery, spontaniczny, być sobą - lecz ty musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę, nawet gdy wydaje ci się, że zupełnie tego nie potrzebuję i nie pragnę. Za każdym razem, gdy jesteś miły i łagodny, gdy dodajesz mi odwagi i gdy starasz się zrozumieć, gdyż zależy ci na mnie - za każdym razem mojemu sercu wyrastają skrzydła. Są to bardzo małe, bardzo słabe skrzydła, ale skrzydła. Z twoją wrażliwością i współczuciem, z twoją siłą zrozumienia dam radę. Ty możesz tchnąć we mnie życie. Nie będzie to dla ciebie łatwe. Długo tkwiąc w przekonaniu o swojej bezwartościowości, zdążyłem wznieść mocne ściany. Jednak miłość jest silniejsza od grubych murów i w tym kryje się moja nadzieja. Proszę, spróbuj skruszyć te mury stanowczą, lecz delikatną dłonią, gdyż dziecko jest bardzo wrażliwe, a ja JESTEM dzieckiem.
Może się zastanawiasz, kim jestem? Jestem kimś, kogo bardzo dobrze znasz. Jestem każdym mężczyzną, kobietą i dzieckiem…każdym człowiekiem, którego poznałeś.”
S. R. Covey
Panie proszę,
pozwól mi pamiętać
że buciki przy lotosach
i że woda w kubeczku
tulasi na stopach
starte kurze na ołtarzu
świeży kwiat
owoc
ozdoby
dobre słowo dla człowieka
wczesna pobudka
kąpiel
wiedza
chleb w piekarniku
plany, cele
zdjęcie, praca, wysiłek
przyjaźń…
wszystko po to
by zacząć Cię kochać
październik 11th, 2007 at 6:36 przed południem | Comments & Trackbacks (1) | Permalink

Wszystko jest pod Jego kontrolą
Mimo Jego wszechobecności
nie jest łatwy do uchwycenia
jest jak wiatr
nie widać Go
ale Go czuć
… jest tak blisko - w swoich Imionach, a mimo to tak się ukrywa…. z wielu przywiązań ostatecznie trzeba zrezygnować, praktycznie ze wszystkich, by wypełnić serce Nim i cały czas Go pamiętać…. na razie uduchowiamy, ofiarowujemy Mu to co robimy… przynajmniej się staramy i próbujemy dołączyć do tego szczerość i powiększać wiarę…. sztuką jest wykonywać te ulubione czynności i całkowicie być od nich wolnym poprzez działanie z pragnieniem zadowolenia Jego…. Śrimati Radharani ma przed swoimi oczami lustro, w którym odbija się postać Kryszny, Niebieskiego Chłopca Pasterza…. i nawet gdy zamyka oczy nadal widzi Jego…. to jest całkowita wolność….
chciałbym tak już
chcę się zbliżyć do Kryszny
w intonowaniu
w wewnętrznej relacji
w pamiętaniu
na razie jest bolesna pustka
i ślepe pragnienie zapełnienia tej pustki
czasami pragnienie nakierowane na ludzi
czasami na przedmioty
czasami na inne obiekty
a tak rzadko na Niego
szkoda
ale jak to mówi mój Guru
mecz się jeszcze nie skończył
jeszcze trwa
więc ciągle jest szansa
na szukanie Jego
na wołanie
na odczuwanie Jego
ciągle jest szansa na dialog
ale do dialogu trzeba się budzić
trzeba uczyć się wychodzić ponad umysł
i inteligencję
ponad to co warunkuje
poza reaktywność
irracjonalność
mechaniczność
Na tak wiele sposobów szukamy Jego miłości
to jest w nas :)

Byłem na filmie… wstrząs! Coś okropnego - sposób traktowania ludzi, hipokryzja, barbarzyństwo… Zwrócił moją uwagę moment, w którym ludzie stłoczeni w obozie oczekiwali na coś - niewiadomą.
Kolejny moment - rozdzielenie, pożegnanie, a następnie unicestwienie.
Podobną sytuację obserwowałem na filmie “Eat meat eat”, w którym pokazana była rzeź krów… betonowe, mokre pomieszczenie, panowie w zakrwawionych fartuchach, ociekające krwią ściany, kałuże krwi na podłodze i na wpół żywe, odchodzące w konwulsjach przedśmiertnych matki… jedna po drugiej, jedna po drugiej…
Pomyślałem: Katyń, rzeź ludzi przez ludzi - prawo karmy. Nie ma biletów ulgowych wobec prawa natury.
Kolejna refleksja: świat materialny jest jak Katyń. Każdy z nas oczekuje na śmierć, każdy z nas jest w celi świata materialnego. Dla każdego z nas jest określony moment śmierci, każdemu z nas bez żadnych biletów ulgowych zostanie roztrzaskana czaszka po uprzednim rozdzieleniu od najbliższych osób…to tylko kwestia czasu.
Dlatego warto dostrzec nasze możliwości działania w tym czasie pomiędzy “teraz” a “egzekucją”. Warto zobaczyć, kogo dręczymy, kogo odrzucamy w tej celi…. komu nie dajemy pomocy i wsparcia w tym oczekiwaniu…. kogo nie nakarmiliśmy.
Jest wiele do zrobienia dla innych i dla siebie.
Tak dalej sobie myślę, że Śrila Prabhupad dał nam niesamowitą alternatywę do tego katynia w naszej rzeczywistości. On nam powiedział, że to co widzisz, ten tymczasowy świat jest również filmem. I od nas zależy z jaką świadomością go obejrzymy i co zrobimy po zakończeniu seansu.
Można bać się panicznie nachodzącej egzekucji, ale też można wybrać dystans wobec projekcji, można odwrócić swoje oczy od ekranu i skupić się na Krysznie. Wtedy łzy, strach, wynikające z nich dwulicowe postawy, staną się ledwo dostrzegalnym tłem wiecznej egzystencji….a ostatecznie całkowicie znikną.
październik 2nd, 2007 at 8:52 przed południem | Comments & Trackbacks (1) | Permalink













