blog społeczności harinam.pl

Serce wzburzonego oceanu wyrzuciło na brzeg perłową muszlę tęsknoty za własna falą. Przekroczywszy próg plaży księżycowy płód opuścił kundza muszelki zajmując miejsce w aksamitnym łożu wschodzącej jutrzenki. Migocące ogniki słońca pieściły delikatnie języczkami ognia nowonarodzoną perłę fali. Mała srebrzysto- różowa kuleczka nabierała mocy w kołysce czerwonych ust granatowego oceanu. Perłowa nagość w parze z czerwoną namiętnością , wytańczyły na parkiecie lustra wody muzykę złotej fali- która zatopiła serce oceanu w ramionach błogiego spokoju.

autor: yogavati devi dasi
lipiec 15th, 2010 at 6:25 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Biały łabędz jaśminowego pąka, płynął miękko niebieskim szlakiem girlandy, zawieszonej na szyi Pana Gaurahari. Wyciągając majestatyczne skrzydła płatków wysoko do lotu, zanurzał duszę w głębinach jeziora Sjama. Długa, esowata linia szyi środka jaśminowego kwiatu rzeżbiła dłutem czerwonego dzioba księżycowe koła tęsknoty za Govindą. Nowonarodzona rzeżba kwiatu wytrysnęła nagle fontanną kremowej esencji, pieszcząc w strumykach spływającego nektaru całe odbicie cech Śr Rasikendry. Perłowo jaśminowa miękkość dotykała czule płatkami wody każdej części lustra jeziora tworząc na jego powierzchni radosne , białe fale. Gęsta piana tęsknoty, zgromadzona wokół perły brzegów jeziora, obracała czerwonymi oczami środka kwiatu w kierunku prawoskrętnym, tworząc konchę kwiatu inteligencji- w której odbiła się cała boska kreacja. Łabędzia pieśń uwolniona z muszli serca wyśniła formę złotego ptaka, który rozwijając w nieskończoność nić skrzydeł intuicji, nawlekał na nią niepojęte perły jaśminowej opowieści.

autor: yogavati devi dasi
lipiec 15th, 2010 at 6:24 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Małe czarne nasionko, poruszając się zgodnie z wolą wskazówek zegara, wiło na szczycie drzewa zrozumienia miękką melodię własnego gniazda. Grafitowa twardość nasienia, rozpuszczała się powoli w pocie miłosnego wysiłku, przyjmując barwę płynnej szarości zagubienia Gdy zegar czasu zatoczył pełną linie gniazda,- z jego środka dało się słyszeć delikatne kwilenie nagiego kwiatu życia- który stroił się w pierwsze biało –srebrne płatki piórek. Księżycowa nić snuła pajęczynę nowej formy, odbijając w architekturze zawiłego pnącza czerwone kosmyki wschodzącego słońca. Słońce i księżyc połączone lustrem jednego serca odnalazły po jego drugiej stronie- kryształ małego czarnego nasionka.

autor: yogavati devi dasi
lipiec 15th, 2010 at 6:23 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Różnych spojrzeń rodzaje są, tak jak różne są formy ram, ramek i rameczek nadających obrazom kształt rozmaity - owalny, podłużny, kwadratowy, prostokątny czy też trójkątny mniejszego lub większego kalibru. Niezwykłą wśród nich jest antyramka, która w formę ograniczoną ubrać obrazu nie chce, ale w proteście tym oceną jest i przez to również ramą się staje. Jakaż niesprawiedliwa i kupiecka jest wymiana ram – spojrzeń między dwojgiem ludzi, gdy ocena formy tychże ram górę bierze. Spojrzenia takie smak uważności tracą, bo w ramę swoich własnych przywiązań jedna drugą za wszelką cenę pochwycić pragnie. Opcja w gunie dobroci najlepszą jest, bo wtedy kwadrat żeńskich cnót i przywiązań z kołem boskiego rozumu wymiany czyni. W rezultacie takiej kwadratury koła - pojazd wymiany daleko do przodu nie pojedzie - chociaż rezultat tej transakcji obrazem o łagodnej treści się jawi. Sytuacja zmienia się, gdy koło przyjmie kwadrat i obejmie go swoimi miękkimi ramionami - niczym niebo obejmuje ziemię. Taka wymiana rokuje szczęście i porozumienie w ramach Ramy. Kontynuując temat można dojść do konkluzji, że geometria wszystkich spojrzeń ograniczonych linią zamkniętą w postaci osobistej figury naturalnych cech przynależnych każdej żywej istocie - kwalifikacją jest by w środowisku podobnych figur i opieką figury nadrzędnej - naukę widzenia pobierać - bowiem te wszystkie varny figur odpowiedniego aśramu potrzebują. Organizacja podziału takiego naturalną się wtedy staje, bo geometria figur linią ograniczonych, do policzenia jest, gdy jedynie zewnętrzna, rytualna forma wzroku rolę gra pierwszoplanową. Lecz są spojrzenia inne, takie spojrzenia bez ram - głębokie w swojej nieobecności i obecności jednocześnie, spojrzenia bez spojrzeń, kiedy oblicze patrzącego głaz martwy przypomina, a gałki oczne tępotą się popisują. Treść widzenia takiego za formą zewnętrzną nie podąża i bez niej się obywa - bo widzeniem jest bez oczu dwojga. Dalekie jest to widzenie, dalekie od jakiejkolwiek geometrii ocen i wymiarów, niezgłębione, spontaniczne i bezplanowe - a jednak zgodne z planem i formą architektury serca Twojego Panie

autor: yogavati devi dasi
lipiec 10th, 2010 at 10:07 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Z pierwszego wersetu powstanie niebieska poduszeczka,
Dla małego Nimaja do dziecięcego łóżeczka.
Z falbanką gopi tańczących dookoła,
Ta miękka podusia w nocy Krsnę przywoła.

Następne słowa są jak różowego lotosu płatki,
One wymalują w tym kolorze narzutę w małe kwiatki.
Jak księżyc w pełnym słońcu – połyskuje to nakrycie,
A w jego środku małe kundża, które daje życie.

Trzecia zwroteczka to jedwabne prześcieradełko,
W kolorze złota jak stopione masełko.
W każdym rogu perła błyszczy w pełnej krasie,
Wradżendranandana – zna się na tej rasie.

Wszystkie dżwięki tej piosenki wyśpiewały miękkie łoże,
Do którego psotliwego Nimaja położę.
Mały Krsna wdzięcznie przyjął złote posłanie,
Bo w sercu Matki Yasody jest czyste oddanie.

Dżaja Sacinandana, Dżaja , Dżaja

autor: yogavati devi dasi
czerwiec 28th, 2010 at 7:16 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Gdy umysł sercu kłaniał się w pokorze,
Słowa tej pieśni przyniosło mi morze.
Przypłynęła do mnie na wysokiej fali,
Widziałam jak zbliżała się z oddali.

Włosy myśli miała aż do nieba,
W każdym włosku niosła perłę chleba.
W sukni długiej była aż do kostek,
Chyba do niej nigdy nie dorosnę.

I szeptała morzu wciąż do ucha,
Bo pragnęła by Pan ją wysłuchał.
Wyciągała rączki wysoko do góry,
Podtrzymując w tańcu ciężkie chmury.

Tak zerkała na morze bez końca,
Oddzielając ciemne chmury od słońca.
Gdy Pan dostrzegł tej fali zaloty,
To skończyły się morza kłopoty.

Wszystkie fale zebrane do końca,
Utworzyły wianek w formie słońca.
Tak rozpoczął się ich wielki taniec,
W dżwiękach rasy modlił się różaniec.

Słońce zerka na księżyc z oddali ,
I przygląda się tej złotej fali.
Bardzo piękne to jest oddanie,
Bo zwiastuje rychłe rozstanie.

Fala niesie tę nowinę światu,
I rozrzuca ją w postaci kwiatu,
Kwiaty pieszczą miękkie stopy Pana,
Cudowna jest tych uczuć wymiana.

Kiedy Pan przechadza się po plaży,
To w muszelkach widzi wiele twarzy.
Ta kosmiczna postać służy Mu w pokorze,
Bo bez końca, bez końca ukochała morze.

W złotym piasku leży czarny kamień,
Piasek szepcze - twarde serce w złoto zamień.
Kamień słucha piasku w pokorze,
Złotą falą zalewając całe morze.

Ta miłosna wymiana trwa bez końca,
Bo wiecznym jest dialogiem księżyca i słońca.
Złote fale niosą boskie przesłanie,
Objawiając światu swoje oddanie…

autor: yogavati devi dasi
czerwiec 26th, 2010 at 9:24 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Ciężka od wiedzy jak głaz przydrożny byłam, dopóki nie dotknąłeś Panie serca mego płatkiem jednego wersetu. Porzuciwszy ciało myśli niepotrzebnych, niczym piórko lekka się stałam. Dosięgnij mnie Panie raz jeszcze, bo ponad lekkość i ciężar wspiąć się sama nie potrafię. Dotykiem łaski Swojej obdarz mnie raz jeszcze Panie, obdarz mnie.

autor: yogavati devi dasi
maj 29th, 2010 at 9:23 po południu | Comments & Trackbacks (1) | Permalink

Panie, coś z sercem moim uczynił takiego, że ono miast wolnym być od trosk ziemskich rodzaju wszelakiego - w troskach tych stokroć mocniej udział swój ogłasza - jakoby jedną, jedyną matką wszystkich serc się stało.
Bo gdy na przykład ból dosięga jakąś duszę, która wrogiem lub przyjacielem umysłu mego jawiła się w przeszłości, to ono – serce moje w skurczu bolesnym wije się jak wąż przez myśliwego kijem zabijany.
Coś mi uczynił Panie, że gdy udręka serca cudzego dotyka serca mego - to w chwili poczęcia owego - moim płodem się ona staje, w łonie serca gościnę przyjmując.
I tym oto sposobem, ptak współodczuwania się rodzi, w pełni dojrzały niczym ptak Garuda, który wyłącznie dziełem Twojego umysłu być może.
A wiedz Panie o tym, że świadkiem mi przyszło być misterium tego, kiedy formę ptaka lepiłeś w chwili gdy pełnię jego duchowej treści w moim sercu rozpoznałeś - treści najtreściwszej i niepodzielonej, sytości wiecznie nienasyconej, która się w locie swoim dzielić ze wszystkimi potrafi - bo Tobą jest a Tyś w niej - najbardziej niepojęta Współczująca Istoto.

autor: yogavati devi dasi
kwiecień 25th, 2010 at 5:08 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Koń moich namiętności spłonął
W sercu ofiary ogniowej.
Straciwszy głowę w jednej chwili,
W następnej skrzydła odzyskał
I ptakiem się stał.

Koń mojej wierności,
Czarną otchłań ziemi
Na biały obłok zamienił,
Ciągnąc pług złoty - rozdziewiczył matkę ziemię
Dziecko cnoty płodząc w jej bruzdzie.

Biały koń ze złotą uzdą Świętego Imienia,
Unosi rydwan czasu na trzech kołach myśli
Szybując ponad wierzchołkami gór,
Wciąż kłania się nisko ich stopom
Zanurzonym w oceanie narodzin i śmierci.

autor: yogavati devi dasi
marzec 19th, 2010 at 7:49 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Swięte Imię sięga nieba,
Jego stopy to smak chleba.
Dwa ramiona niczym tęcza,
To jest klucz do Twego wnętrza.

Złote usta - święta brama,
Zaprowadzą Cię do Pana.
Po schodeczkach, prosto w górę
Pan odkryje Twą naturę.

Na wieżyczce kwiat lotosu,
Dopuść proszę go do głosu.
Stopy jego to smak chleba,
Cnota kwiatu sięga nieba.

Po schodeczkach, prosto w górę,
Pan odsłoni Twą naturę.
Złote usta święta brama,
Zaprowadzą Cię do Pana.

autor: yogavati devi dasi
marzec 19th, 2010 at 7:46 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink