W sercu lasu mieszkał wąż,
Co dokuczał wszystkim wciąż.
Więc zebrała się narada,
Jak poskromić tego „gada”.
Wronich szeptów słychać chór,
Od pomysłów pęka bór.
Wymyślili plan te jivy,
Że wyzwoli las myśliwy.
Lecz wąż planu popsuł szyk.
Połknął myśliwego w mig.
Pan myśliwy niczym wąż,
W sercu lasu pełza wciąż.
Taka bowiem jest pociecha,
Miast rozumu siana strzecha.
Tak upływał życia czas
Każdy bał się wejść w ten las.
Umilkł świergot ptaków w lesie,
Echo pusty koszyk niesie.
Zima przyszła, ciemno wszędzie.
Pochowały się łabędzie.
Pochowały się niedzwiedzie,
Każdy myśli o swej biedzie.
Pochowały się przepiórki,
Nie zobaczysz już wiewiórki.
Dnia pewnego złoty ptak,
Na wierzchołku drzewa siadł.
Skąd przyleciał - wiedział Wiatr,
Swą historią serca skradł.
Gdy zanucił pieśń radosną,
Zaczarował węża wiosną
Wąż do góry niczym pnącze,
Wzniósł bez skrzydeł ciało lśniące.
I gdy słuchał pieśni Pana,
W jego sercu zaszła zmiana.
A jak słuchał, słuchał długo,
Jego łzy płynęły strugą.
A jak słuchał przez dzień cały,
Czarny kolor stał się biały.
Słuchał długo, słuchał szczerze,
Aż utwierdził się w tej wierze.
Ogień zniszczył twardą skórę,
Wąż ukazał swą naturę.
W złotej szacie przyszła zmiana,
Niczym młoda, leśna dama.
Złoty łuk dzierżyła w dłoni,
Nikt jej strzały nie dogoni.
Wystrzeliła promień losu,
Wszystkim użyczając głosu.
A za głosem przybiegł taniec,
Niczym na sznurku różaniec.
Do modlitwy złożył dłonie,
I zaprzągł w cztery konie.
Leśne życie tańczy w cnocie,
Wąż nie pełza w czarnym błocie.
Trawa kuśa błyszczy w słońcu,
A myśliwy na jej końcu.
Wyśpiewuje już o świcie,
Z pieśnią Pana nowe życie.
A wtóruje mu zwierzyniec,
Wszyscy wyszli na dziedziniec.
Zwierząt leśnych cały chór,
Wyczarował złoty bór.
W sercu lasu nie ma węża,
Jeśli Pana masz za męża.