blog społeczności harinam.pl

Z przędzy złotej to był szal,
Słodką miękkość w sobie miał.
Gdy otulał struny głosu,
Zmieniał je w kwiaty lotosu..

Wokół szyi tańczył żwawo,
Trochę prosto, potem w prawo.
Koniec z końcem pragnął związać,
Kto by za nim mógł podążać?

Frędzlem grubym zakończony,
Jak młodzieniec szukał żony.
Ona zaś na drugim końcu,
Szczebiotała jak ptak w słońcu.

Kiedy był już bardzo blisko,
Chciał rozniecić w niej ognisko.
Ona oddech wstrzymywała,
I głos ognia uciszała.

Gdy się chował gdzieś na boku,
Ona przyśpieszała kroku.
Przebierając się za gońca,
Wciąż szukała szala końca.

Gdy go nagle pochwyciła,
Świętym węzłem uwieczniła.
Bo związała jego końce,
Tworząc z szala złote słońce.

Złotej przędzy to był szal,
Słodką miękkość w sobie miał.
Kiedy szukał Pani losu,
To świątynią był jej głosu.

styczeń 10th, 2010 at 7:04 po południu