Tak trudno przebić się przez skorupę zależności i ograniczonej świadomości… czasami światło dociera, czasami Kryszna pozwala trwać w prawdziwej rzeczywistości, która swą oczywistością wprowadza zakłopotanie w przestrzeni schorowanego umysłu. Ta rzeczywistość …. tam nie ma już strachu, lęku, niecierpliwości, odrzucenia siebie i innych, braku akceptacji…
Gdy chmury znikają i burza cichnie w cichym intonowaniu można zobaczyć, że ciało to tylko szata, że blask oczu to tylko dzięki duszy istnieje, można również dostrzec osobę za kratami galaretkowatych gałek składających się z automatu źrenicy, tęczówki i białka…nauczył mnie tego Janek w swej ostatniej lekcji…
Czasami znikają wszelkie koncepcje cielesne, pojawiają się pytania, kim jest mój rozmówca?! Jak on/ona naprawdę wygląda, czy wie, że obserwuję nie ją, a jej materialną koncepcję w formie doskonale zaprojektowanej maszyny?! Ileż w tym tkwi geniuszu? I jak silna jest iluzja skoro tak mocno trwamy przy tym, że ta maszyna to “ta” osoba….
Jakże absurdalna jest wtedy ocena i krytykowanie ciała, czy kopanie jej/jego choroby - obłąkany trans, ślepota
Wiem, że kiedyś tam dotrzemy… to nie mieści mi się w głowie, ale jest tak realne… świat, który trwa w nieskończoność, świat wiecznie radosny, wiecznie aktywny, z niezliczoną formą aktywności, w jego centrum przepiękny Chłopiec Pasterz i niekończący się taniec…to takie prawdziwe! Nie mam wątpliwości.
