Chyba niewielu jest takich śmiałków co, lubią wizyty u dentysty najbardziej na świecie…,ale może tacy też są:).Z dentystą to raczej jest tak, że zwleka się do ostatniej chwili i wizyta u niego to raczej ostateczność – tak przynajmniej jest zemną. Wtedy boli najbardziej i łatwo się uprzedzić i następna wizyta znowu za jakiś czas, ja na szczecie mam dosyć mocne zęby, więc dentysta mi nie straszny, przynajmniej na razie:).
W życiu też często jest tak jak u dentysty, trudne sytuacje nie są zbyt lubiane i często odkładane na później, jak najpóźniej. Najgorsze jest jednak to, że jak byśmy ich daleko w czasie nie odłożyli ,w końcu trzeba będzie się z nimi zmierzyć…i jakoś się określić co często nie jest łatwe.
Podobnie ma się kwestia wyrzeczeń, które też są jak wizyta u dentysty, traktowane często jako zło konieczne, a przecież mogło by być zupełnie inaczej patrząc na to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Wyrzeczenia dają siłę by zmierzyć się z rzeczywistością twarzą w twarz. Wszystko co wartościowe w tym świecie okupione jest wysiłkiem , więc czemu z życiem duchowym miałoby być inaczej. Zbliżając się do Kryszny po drodze trzeba zmierzyć się ze swoimi uwarunkowaniami, pożądaniem ,chciwością, gniewem, egoizmem innymi mniej ciekawymi cechami i nawykami. Po co? Dobre pytanie.
By doświadczyć czegokolwiek potrzebna jest odpowiednia świadomość(rozwinięta wrażliwość jak to niektórzy nazywają) np. malując obraz trzeba odpowiednio się skupić by przelać to co jest w głowie na płótno, nie da się tego robić gdziekolwiek z jakimkolwiek stanem umysłu. Podobnie potem oglądając obraz trzeba mieć odpowiedni stan umysłu żeby go ocenić, poczuć. Jeśli tego nie ma nie jesteśmy w stanie docenić kunsztu malarza. Najlepiej mają Ci co często oglądają obrazy bo oni mogą na podstawie swojej wiedzy na temat malarstwa i doświadczenia docenić powstałe dzieło.
Wniosek z tego, że żeby czegokolwiek doświadczyć głębiej trzeba mieć odpowiednia świadomość(wrażliwość), wiedze i im bardziej się jest ekspertem w danej dziedzinie tym głębiej można się zachwycać geniuszem artysty.
A więc odpowiedź na pytanie: „Po co?” By docenić i zrozumieć właściwie, nie przez pryzmat uwarunkowań, lecz prawdziwie, autentycznie, bez jakichkolwiek zanieczyszczeń. Zmiana świadomości zmienia punkt widzenia, pojawiają się tak cechy jak wrażliwość, współczucie, empatia itd. Dzięki nim łatwiej jest funkcjonować i więcej zrozumieć.
Są tacy wielbiciele, którzy na widok Bóstw Kryszny w świątyni zalewają się łzami, ze wzruszenia, że Kryszna jest taki łaskawy i daje nam swoje towarzystwo w tak bezpośredni sposób. Jednak są też tacy dla, których Bóstwa to lalki i nic w nich nie widza przechodząc obok nich. Kryszna nie jest tani odwzajemnia się tylko tym ,którzy tego pragną, nie narzuca się tym, którzy nie chcą go poznać, jest dżentelmenem. Szanuje wszystkich takimi jakimi są ( i tą cecha ujął mnie najbardziej, nikomu niczego nie narzuca, nie pcha się z buciorami w czyjeś życie: „Mówi rób ile możesz, docenię to”…no może mówi to trochę inaczejJ, ale sens jest ten sam w Bhagavad Gicie 9.26 ), a tym co chcą go poznać objawia się odnośnie do intensywności ich pragnienia. Kryszna rulezJ
Nawet w świecie materialnym, żeby się przekonać czy chce się mieć czyjeś towarzystwo, staramy się tą osobę poznać , przebywając w jej towarzystwie, jeśli czujemy, że możemy się dogadać i jest ok. to ten ktoś z czasem staje się nam bliższy. Mija czas i nagle czujemy, że chcemy tej osobie sprawić przyjemność ofiarowując jakiś drobiazg, tak zupełnie bez powodu by jej było miło bo jest nam droga, nie oczekując na nic, tak okazujemy uczucia. Potem ta osoba nam coś ofiarowuje chociażby swój czas, rozmowę itd…i przyjaźń się zacieśnia. Podobnie jest z Bogiem. To naprawdę najlepszy przyjaciel, na Niego zawsze można liczyć, ma czas by wysłuchać modlitw, zawsze dając to co dla nas na dany moment jest najlepsze, jest schronieniem z resztą…. sami wiecie:).
Kryszna jest osobą i żeby się do niego zbliżyć i poczuć jego miłość trzeba zmienić swoja świadomość by bardziej to zrozumieć. Jednak skąd wziąć siłę by pokonać złe cechy?
Podobne pytanie zadałem kiedyś jednemu wielbicielowi zgadnijcie co mi odpowiedział. „Siła pochodzi z wyrzeczenia, bo zadowalanie zmysłów osłabia i sprawia że chcemy się cieszyć za wszelką cenę a jak nie ma czym to pojawia się złość i frustracja i to nas osłabia” ..chyba coś w tym jest .. i tu wracamy do tytułowego dentysty, czyli synonimu wyrzeczenia. Jeśli patrzymy na to z perspektywy tego, że wyrzeczenia wzmacniają i nie dają rządzić szalony zmysłom, którym zawsze mało, to może się nawet okazać, że te wyrzeczenia są zbawienne. Wzmacniają charakter, potrafią dać siłę by przetrwać trudne chwile, nie ma już działania na platformie: „to lubię, a tego nie” i nie ma cierpienia jak pojawia się coś czego nie lubimy, bo łatwiej jest zrozumieć, że tak jest kolej rzeczy i częściej pojawiają się przemyślenia: „to jest dla mnie dobre a to nie”. Tak wiec ten „dentysta” to może być naprawdę ratunek by się uregulować i w ten sposób zyskać siłę by móc się zmieniać na lepsze i wznosić swoja świadomość. Nie jest łatwe polubić „dentystę” szczególnie gdy zabiegi są bolesne, ale z czasem jeśli nawet się go nie polubi to można go docenić:). Ja na razie jestem na platformie, że chciałbym docenić, ale …na razie go nie lubię:)
Ps.
Zupełnie nie ma doświadczenia w kwestii wyrzeczeń, wręcz przeciwnie bliższe mi jest zadowalanie zmysłów, ale jakoś tak mi to samo się napisało:), pomysłem, że pisząc o tym może sam się bardziej zainspiruje, by nie unikać „dentysty” jak będzie czas pokaże… ale pragnienie się pojawiło wiec może ….:)