blog społeczności harinam.pl

 

 

Boże

daj mi możność przetrwania

w tym świecie pokus

przemijające szczęście

w rezultacie jest frustrujące

ale nie na tyle, by zwrócić się ku Tobie

nie na chwilę

na stałe

wieczne oddanie, podporządkowanie

to jest wyzwanie

którego boję się podjąć

nie robię wszystkiego źle

nie na tyle, by dostać wystarczająco po głowie

i wrócić

więc stoję

nie czuję się świetnie

impulsy, które mi dostarczasz

działają przez jakiś czas

przecież wiesz

czekasz cierpliwie, aż przyjdę

obyś nie czekał na próżno

autor: 2lsi
luty 28th, 2010 at 1:00 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

W sercu lasu mieszkał wąż,
Co dokuczał wszystkim wciąż.
Więc zebrała się narada,
Jak poskromić tego „gada”.

Wronich szeptów słychać chór,
Od pomysłów pęka bór.
Wymyślili plan te jivy,
Że wyzwoli las myśliwy.

Lecz wąż planu popsuł szyk.
Połknął myśliwego w mig.
Pan myśliwy niczym wąż,
W sercu lasu pełza wciąż.

Taka bowiem jest pociecha,
Miast rozumu siana strzecha.
Tak upływał życia czas
Każdy bał się wejść w ten las.

Umilkł świergot ptaków w lesie,
Echo pusty koszyk niesie.
Zima przyszła, ciemno wszędzie.
Pochowały się łabędzie.

Pochowały się niedzwiedzie,
Każdy myśli o swej biedzie.
Pochowały się przepiórki,
Nie zobaczysz już wiewiórki.

Dnia pewnego złoty ptak,
Na wierzchołku drzewa siadł.
Skąd przyleciał - wiedział Wiatr,
Swą historią serca skradł.

Gdy zanucił pieśń radosną,
Zaczarował węża wiosną
Wąż do góry niczym pnącze,
Wzniósł bez skrzydeł ciało lśniące.

I gdy słuchał pieśni Pana,
W jego sercu zaszła zmiana.
A jak słuchał, słuchał długo,
Jego łzy płynęły strugą.

A jak słuchał przez dzień cały,
Czarny kolor stał się biały.
Słuchał długo, słuchał szczerze,
Aż utwierdził się w tej wierze.

Ogień zniszczył twardą skórę,
Wąż ukazał swą naturę.
W złotej szacie przyszła zmiana,
Niczym młoda, leśna dama.

Złoty łuk dzierżyła w dłoni,
Nikt jej strzały nie dogoni.
Wystrzeliła promień losu,
Wszystkim użyczając głosu.

A za głosem przybiegł taniec,
Niczym na sznurku różaniec.
Do modlitwy złożył dłonie,
I zaprzągł w cztery konie.

Leśne życie tańczy w cnocie,
Wąż nie pełza w czarnym błocie.
Trawa kuśa błyszczy w słońcu,
A myśliwy na jej końcu.

Wyśpiewuje już o świcie,
Z pieśnią Pana nowe życie.
A wtóruje mu zwierzyniec,
Wszyscy wyszli na dziedziniec.

Zwierząt leśnych cały chór,
Wyczarował złoty bór.
W sercu lasu nie ma węża,
Jeśli Pana masz za męża.

autor: yogavati devi dasi
luty 13th, 2010 at 3:31 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Mała figlarna Małpka i jej towarzysz pluszowy Miś – gościły w domu mego serca nie od dziś. Pamiętam jak babcia Józia, choć miała wiele lat, póznym wieczorem siadała przy piecu i misiowym głosem opowiadała tak - moja starsza siostra miała dużego, pluszowego misia i misiem bawił się mój najmłodszy brat - jaki dziwny jest ten świat.
Taka była misiowa historia całego pokolenia wstecz, nawet kiedy mój dziadek szedł na wojnę, to przysięgę złożył na miecz, że jak wróci z wojny cały, to ofiaruje każdemu synowi małpke i misia - i tak jest z tymi prezentami od dziadków do dzisiaj.
To jest pierwsza misiowa historia mojej rodziny, a książeczkę z misiem dostałam na drugie urodziny. Tą niewielką książeczkę w twardej okładce z Misiem Puchatkiem (w środku tyle miodku) przeczytałam z moim dziadkiem. Właściwie to on czytał, a głos w moim sercu o nic nie pytał. Nie zadawał żadnego pytania i wpuścił do serca tego drania - misia.
Drugą bajeczkę usłyszałam prosto do ucha - od mojego stryja, była straszna z tego kołomyja, bo to była historia o Małpie w kąpieli - na sama myśl o jej figlach serce mi się weseli.
By nie utracić wątku, wrócę do początku. Figlarną małpkę i włochatego misia ukochały moje dzieci - widać takie piętno wisi nad każdą rodziną od stuleci.
Na kolanach mojej niani z małpką i misiem piłam słodki miód - i to był dzieciństwa cud. Na harcach i bezmyślnych psotach mijały nam chwile – aż słońce schowało się za horyzont chyba na trzy mile. Gdy dorosłam, tak przemówił do mnie czas - niech te zabawki pójdą sobie w ciemny las bo skończył się zabawy czas. I podziałało to zaklęcie - dom serca stał się jak sklep po wielkim remanencie. Gdy upłynęło wiele lat, zamknął swe bramy zabawy świat - lecz w miejscu tym zapłonął prawdziwej miłości kwiat.
Dzisiaj Hanuman to mój Miś, a Dżambawan to jego Krzyś. Dwaj przyjaciele z dziecięcych lat - ożywił ich miłości kwiat. Dwaj przyjaciele rozumek odzyskali, gdy most do Lanki zbudowali Służby do Pana naucz swego Misia - zacznij od dzisiaj, zacznij od dzisiaj. Niech figlarz w Tobie stanie się posłańcem - Pan go obdarzy miodu garncem. Ofiaruj Panu swego Misia – zrób to już dzisiaj, zrób to dzisiaj…

autor: yogavati devi dasi
luty 4th, 2010 at 6:09 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Kryształowe sople wystrzelone z łuku nieba.
Podążają w kierunku ziemi, taka widać ich potrzeba.
Jak strzały wypuszczone z łuku Ardżuny,
Kryształowa światłość porusza serca struny.

Zatrzymane w locie przez mróz wielki,
Medytacją są na ziemskie rozterki.
Przywołując niezwykłe sceny z pola bitwy ,
Mrożą żądzę walki - rozpalając ogień modlitwy.

Kryształowy Panie – gdzie jest teraz Twoje przebywanie?
Czemu takie zimne jest nasze spotkanie?
Wyślij proszę jedną strzałę słońca ku ziemi ,
W twym kołczanie nieskończona ilość promieni.

Daj nam dzisiaj chociaż jeden promień słońca,
Przyślij z nim Ardzunę - to światła obrońca.
Niech łucznictwa naucza ten dzielny wojownik,
Promień służby oddania, oręża przewodnik.

Niech zapłodni jego strzała całą ziemię,
Niech ratuje przed powodzią ludzkie plemię.
Zrób z każdego sopla strzałę światła,
Bo dla Ciebie Panie to rzecz łatwa.

W kryształowych soplach obudź wiosnę,
Ziemskie związki uczyń Panie radosne.
Niech matka ziemia w objęciach mrozu nie pozostaje
Pozwól jej śpiewać pieśń tęsknoty za zielonym gajem.

Otul jej ramiona łukiem słońca,
Wyślij Panie szybko światła gońca.
Niech do ziemi dotrze z tą nowiną,
I ogłosi wszystkim co jest mrozu przyczyną.

Kryształowy Panie, Kryształowy Panie, - usłysz matki ziemi błaganie.

autor: yogavati devi dasi
styczeń 16th, 2010 at 5:48 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Z przędzy złotej to był szal,
Słodką miękkość w sobie miał.
Gdy otulał struny głosu,
Zmieniał je w kwiaty lotosu..

Wokół szyi tańczył żwawo,
Trochę prosto, potem w prawo.
Koniec z końcem pragnął związać,
Kto by za nim mógł podążać?

Frędzlem grubym zakończony,
Jak młodzieniec szukał żony.
Ona zaś na drugim końcu,
Szczebiotała jak ptak w słońcu.

Kiedy był już bardzo blisko,
Chciał rozniecić w niej ognisko.
Ona oddech wstrzymywała,
I głos ognia uciszała.

Gdy się chował gdzieś na boku,
Ona przyśpieszała kroku.
Przebierając się za gońca,
Wciąż szukała szala końca.

Gdy go nagle pochwyciła,
Świętym węzłem uwieczniła.
Bo związała jego końce,
Tworząc z szala złote słońce.

Złotej przędzy to był szal,
Słodką miękkość w sobie miał.
Kiedy szukał Pani losu,
To świątynią był jej głosu.

autor: yogavati devi dasi
styczeń 10th, 2010 at 7:04 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Świętym Imieniem zaczynam dzionek,
Tak jak w sukience fałda z koronek.

Płukasz me usta wodą Imienia,
Osuszasz ciało wiatrem westchnienia.

Błotem oczyszczasz szczeliny ciemne,
A twe czynności nie są daremne.

W ogniu wypalasz wieczności formy,
A w nich odlewasz duszę reformy.

Czadarem myśli otulasz ciało,
Malując przyszłość światłem na biało.

Z deszczem i słońcem wymiany czynię,
Takie służebne jest Twoje Imię.

autor: yogavati devi dasi
grudzień 13th, 2009 at 7:57 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Najjaśniejsza myśl w łachmanach się zjawiła,
Opryskliwa była w mowie i niemiła
W szorstkiej tkaninie i przestarzałym stroju,
Do serca wniosła nuty niepokoju.

Pieśni zamętu siała w jego łonie,
Utrzymując serce w pokornym pokłonie,
Życie ziemskie zatrzymała w bezruchu,
Swoją marność ogłosiła w duchu.

Długa chwila upłynąć musiała,
Zanim myśl ta z łachmanów się rozebrała.
W czystym sercu jakby w nowym bycie,
Niezwykle piękne ukazała odbicie.

Piękna była - ze Świętego Imienia rodem,
Chciwość serca ukoiła wiatru chłodem,
A tej pieśni strofy ułożyła w locie,
By rozdawać je jak słodkie łakocie.

autor: yogavati devi dasi
grudzień 13th, 2009 at 7:53 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Białych włosów pełne skronie,
I dwie spracowane dłonie.
Taka była moja niania,
Pełna ciepła i oddania.

Moc błękitu w oczach miała,
I ten błękit rozdawała.
Pełne piersi mleka niosła,
Nawet wtedy gdy dorosłam.

Gdy marzenia mnie przerosły,
Jej ramiona pomoc niosły.
Wyplatała ze słów wianki,
Układając z nich poranki.

Mleko słodkie w kubku z uszkiem,,
Kazała mi spijać duszkiem.
A w codziennej kromce chleba,
Pokazała kolor nieba.

Z serca studni brała wodę,
I skrapiała serce młode.
Roznosiła wody smak,
Bo to był jej życia ptak.

Gdy pacierza mnie uczyła,
Wtedy głośno tak mówiła.
Aniele Boży stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój.

Anioł spełnił jej marzenia,
I dotrzymał przyrzeczenia.
Rano, wieczór, we dnie w nocy,
Jest mi zawsze przy pomocy.

I choć ślady zatarł wiatr,
Mojej niani został ślad.
Niczym w sercu promień słońca,
I tak będzie już do końca.

Ukazałeś dzisiaj Panie,
Memu sercu jej przesłanie.
Jego światłem się dzieliła,
Ciągłość życia uchwyciła.

Gdy czesała długie włosy,
O poranku światłem rosy,
Życie we mnie zapalała,
Bo tak bardzo mnie kochała.

Życiem mego życia była,
W jego szaty mnie stroiła.
Suknie krótkie przedłużała,
Na wyrost mnie ubierała.

Włosy w fale układała,
Potem w warkocz związywała.
Swoje myśli w nim ukryła,
Jest w tych splotach wielka siła.

Ukazałeś dzisiaj Panie,
Memu sercu jej przesłanie,
Jego światłem się dzieliła
Ciągłość życia uchwyciła.

Kocham bardzo swoją nianię.
Za poranne jej czesanie,
Rzeką włosów płynę sobie,
I odkrywam światło w Tobie.

autor: yogavati devi dasi
listopad 27th, 2009 at 7:55 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Gdy lustereczko okrągłe ofiarowuję Ci Panie,
Wiem, że słyszysz z oddali moją prośbę o spotkanie.
Magiczna zapewne ta wymiana uczuć jest,
Skoro natychmiast odbierasz z łona mego ten subtelny gest.

Spójrz, księżycowa pełnia tego lustra nie zna końca,
Bo ona jest odbiciem światła słońca.
Popatrz, Tulasi w tym świetle skąpana,
Wygrywa na jego strunach pieśń od rana.

Na skrzydłach blasku ta niezwykła pieśń się niesie,
A jej ptak śpiewa w serca lesie.
Dziewczęcy uśmiech z falbanką usteczek wkoło,
Wznosi rączki do nieba i zaprasza wesoło.

I nie odróżnisz w tym uśmiechu słońca od odbicia jego,
I nie oderwiesz blasku Jej pieśni od serca Ukochanego.
I nie oddzielisz prawdy od jej przeciwieństwa,
Taka jest moc lustrzanego błogosławieństwa.

Namo namah tulasi krsna preyasi namo namah

autor: yogavati devi dasi
listopad 13th, 2009 at 5:50 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink

Gdy biorę do ręki mały, drewniany grzebyk,
I próbuje nim rozczesać włosy Twoich myśli Panie,
To trudność niezwykłą sprawia mi ta czynność,
A jej rezultat - to moje rozbieżne z Twoim zdanie.

Widać takie jest przeznaczenie,
Zwyczajnego , drewnianego grzebienia,
Który tylko potrafi czesać,
Lecz nie zna Twojego Imienia.

Gdy ponawiam próby wielokrotnie,
Obmywając go wodą ze źródełka,
I tak wszystkich pukli włosów rozczesać nie mogę,
Więc sięgam wzrokiem myśli do serca pudełka.

I znajduje w nim szczoteczkę z uchwytem,
Niebieską szczoteczkę do włosów z pozłacaną rączką,
Na jej zewnętrznej stronie ktoś namalował róże,
A na palec u rączki włożył ślubną obrączkę.

Jej wewnętrzna strona łany zboża przypomina,
Takie owalne poletko pełne złocistych kłosów,
A w każdym kłosie nasionko od Ciebie Panie,
A w każdym nasionku symfonia boskich głosów.

I gdy nią rozczesuje włosy Twoich myśli Panie,
Wtedy fale światła obmywają serce mowy,
Taki jest słodki rezultat tej zwyczajnej czynności,
W postaci miłosnej z Tobą rozmowy.

Dlatego tak dokładnie lubię rozczesywać pukle,
Twoich niezgłębionych myśli Panie,
Bo wtedy zapominam na chwilę o sobie,
A Twoje zdanie moim się staje zdaniem.

Pozwól mi więc rozczesywać miękką szczoteczką serca,
Wszystkie splątane włosy Twoich myśli.
I każdego wieczoru obdarz mnie tą łaską,
I każdej nocy mi tą służbę przyślij.

Pozwól mi rozczesywać Panie, wszystkie myśli Twoje,
Bądż wiatrem, który układa z nich symfonii zwoje,
Bądż słowem, które oświetla każdego włosa wnętrze.
I namaluj tym niezwykłym pędzlem z włosów - tęczę.

I układaj z tej tęczy Panie niezwykłe fryzury i piętrowe zamki,
I przywołaj zapachem ich formy, obraz Twojej najdroższej wybranki.

autor: yogavati devi dasi
listopad 5th, 2009 at 3:12 po południu | Comments & Trackbacks (0) | Permalink